niedziela, 12 lutego 2017

Z papieru na ekran #1 - Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń

Z papieru na ekran #1 - Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń

Hejka! Witajcie w nowej serii, której kolejne części będą się pokazywać na blogu od czasu do czasu - mam zamiar rozmawiać tutaj z Wami o książkowych ekranizacjach. Dzisiaj pod lupę wezmę najnowszą serialową adaptację Serii Niefortunnych Zdarzeń Lemony'ego Snicketa (a właściwie Daniela Handlera), która powstała na zlecenie platformy Netflix w połowie stycznia tego roku. Dotychczas został wyemitowany pierwszy sezon składający się z ośmiu odcinków opartych na czterech pierwszych tomach serii (jedna książka = dwa odcinki). Muszę jednak nadmienić, że nie będzie tu słowa o ekranizacji filmowej z 2004 roku, ani porównywania jej z tą świeżą, chociaż możliwe, że kiedyś również tutaj o niej opowiem - zwłaszcza ze względu na występującą w filmie Emily Browning, którą uwielbiam.

Za każdym razem, gdy słyszę ktokolwiek opowiadającego o Serii Niefortunnych Zdarzeń, okazuje się, że ta osoba przeczytała te książki z zapartym tchem w dzieciństwie i do tej pory dobrze je wspomina. Ze mną jest odrobinę inaczej. Prawdę mówiąc, mam jedynie mgliste wspomnienie tych króciutkich powieści dla dzieci, bo będąc młodszą, przeczytałam tylko dwa pierwsze tomy - Przykry początek i Gabinet Gadów i to tylko z tego względu, że już wówczas zaczynały się problemy z dostępnością tej serii. Pamiętam, że wykradłam obie książki z półki mojego brata i pochłonęłam je w mgnieniu oka. Historia sierot Baudelaire wydała mi się bardzo wciągająca i absorbująca, a zarazem dziwna i nietuzinkowa. Później niestety, przez to, że nie mogłam nigdzie znaleźć trzeciej części, książki zupełnie wypadły mi z głowy. Aż do momentu, kiedy Netflix ogłosił powstanie serialowej adaptacji. Wówczas postanowiłam, że zrobię sobie mały re-read i z pewnością będę kontynuować czytanie o niezwykłych losach rodzeństwa. I tak też zrobiłam.

Wioletka, Klaus i Słoneczko Baudelaire spędzają miły dzień na plaży, kiedy dowiadują się, że ich rodzice zginęli w strasznym pożarze, który strawił cały ich dom i wszystkie ważne dla nich rzeczy. Od tej pory ich ciężki los leży w rękach Hrabiego Olafa, który zostaje ich prawnym opiekunem, zaś potajemnie dybie na pozostawiony rodzeństwu przez rodziców majątek.


Mówiąc o literackim pierwowzorze, trzeba pamiętać, że jest to przede wszystkim seria dla dzieci. Akcja gna więc na złamanie karku, przedstawione wydarzenia, gdyby się dłużej zastanowić, nie zawsze mają rację bytu, a autor posługuje się niezwykle lekkim, prostym językiem, który sprawia, że książki czyta się szybko nie tylko ze względu na małą objętość. Co zaś się tyczy serialu... Nie chcę powiedzieć, że jest skierowany do dorosłych, ale trzeba przyznać, iż frajdę z oglądania będą odczuwać nie tylko dzieciaki. Nie wszystkie serialowe żarty i odniesienia zostaną przez nich zrozumiane, a stanowczo będą się z nich zaśmiewać starsi. Wydarzenia w serialu zostały jednak naprawdę, naprawdę dobrze zgrane z pierwowzorem (a wiem, co mówię, bo dopiero co skończyłam czytać cztery pierwsze części), zatem dzieci nie tylko powinny czuć się usatysfakcjonowane, ale jestem pewna, że większość z nich będzie śledzić losy rodzeństwa z pełną gamą emocji: od radości i ulgi po smutek i trwogę.

Jeśli kiedykolwiek czytaliście Serię Niefortunnych Zdarzeń, ba, może nawet znakomicie znacie całą jej fabułę, cóż, i tak będziecie zaskoczeni. Scenarzystą serialu jest sam autor książek, co powinno nasuwać myśl, że treść ekranizacji będzie im niemalże stuprocentowo wierna. Sądzę jednak, iż nie powinno dziwić, że przez te kilka lat od publikacji ostatniego tomu serii Handlerowi przyszła do głowy cała masa nowych pomysłów na jej udoskonalenie. I nie ukrywam, że w mojej opinii to, co ten człowiek zrobił ze scenariuszem, to świetne posunięcie. Motyw sekretnych organizacji, bohaterowie, o których nie mamy pojęcia, a co do których snujemy pewne przypuszczenia... wszystko to owiane jest mgiełką tajemnicy i staje się gratką nie tylko dla tych, którzy z historią sierot Baudelaire spotykają się po raz pierwszy, ale też przede wszystkim dla fanów serii.


W tym momencie, drodzy państwo, dochodzimy do kwestii bohaterów i gry aktorskiej. Jeśli mam coś powiedzieć o głównych rolach dziecięcych, to na pewno to, że podczas lektury po prostu lubiłam trójkę głównych postaci. Zabawne uwagi autora i stosunkowo prosta kreacja bohaterów stanowczo pomagały mi z nimi sympatyzować. Natomiast ich serialowa wizualizacja sprawiła, że zdecydowanie pokochałam Wioletkę, Klausa oraz Słoneczko i kibicowałam im w ich trudnych zmaganiach z kolejnymi opiekunami. Gra młodych aktorów nie jest może zachwycająca, raczej po prostu dobra. Najlepiej, moim zdaniem, radzi sobie Malina Weissman, choć cóż, o grze aktorskiej małej Presley Smith trochę ciężko mi się wypowiedzieć. Zachwycam się za to Neilem Patrickiem Harrisem! Cóż ten człowiek zrobił z Hrabią Olafem! Jego Hrabia jest groteskowy, kolorowy, nade wszystko dobrze napisany i doskonały w każdym wydaniu i przebraniu. Zaś sam Lemony Snicket (w tej roli Patrick Warburton) to postać tajemnicza, elegancka i frapująca, taka, która zastanawia widza coraz bardziej z każdym odcinkiem.

Przeczytałam w którejś recenzji, że klimat serialowej Serii Niefortunnych Zdarzeń to połączenie stylu Tima Burtona i Wesa Andersona. I ciężko mi się z tym nie zgodzić. Przerysowane, kolorowe elementy tańczą na ekranie z mocno kontrastującym mrokiem otaczającym bohaterów. Dopracowane kadry, ogrom detali, specyficzna atmosfera to uczta dla oczu, musicie mi uwierzyć. Nie bez przyczyny serial ten jest dotychczas najdroższą produkcją Netflixa - tutaj włożony budżet naprawdę jest widoczny.

Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Obejrzyjcie to. Proszę. I koniecznie powiedzcie, co sądzicie! Mnie oglądanie tej adaptacji sprawiło mnóstwo przyjemności i okropnie ubolewam nad tym, że na następny sezon musimy czekać aż do stycznia 2018 roku! Ale wiecie co? Myślę, że naprawdę będzie warto.
Copyright © 2016 Pomiędzy rozdziałami , Blogger